W Ameryce trwa wielki boom na domy

W USA i Kanadzie jednym z efektów epidemii jest szał zakupów i budowy domów. Ci, których stać na zakup lub budowę domu, starają się uciec z bloków i kamienic.


O czym przeczytasz?

W USA więcej się sprzedaje niż buduje

Tego nikt się nie spodziewał przed wybuchem epidemii – w USA buduje się coraz więcej nowych domów, liczba pozwoleń na budowę jest rekordowa, a gotowe budynki sprzedają się jak świeże bułeczki. Tylko znacznie, znacznie drożej.

W USA w budownictwie same rekordy

W październiku w USA sprzedanych zostało 6,85 mln domów. To nie jest rekord, bo większą sprzedaż odnotowano w lutym 2006 roku, a w roku 2005 jednego miesiąca nabywców znalazło aż 7,1 mln domów, ale wtedy Ameryka miała boom kredytowy, napędzany pożyczkami subprmie, co skończyło się wielkim kryzysem.

Powyższe dane pochodzą od National Association of Realtors i dotyczą wyłącznie sprzedaży na rynku wtórnym. Ostatnie dane o nowych domach, trafiających dopiero na rynek, pochodzą z września. Nabywców znalazło wtedy 959 tysięcy domów. To mniej niż w sierpniu, kiedy sprzedało się 994 tys. nowych domów, ale o ponad 30 proc. więcej niż we wrześniu 2019 roku. Oczywiście, takich wyników nie było od połowy I dekady XXI wieku.

Rośnie także liczba wydanych pozwoleń na budowę. W październiku wydano ich 1,545 mln i to także najwyższy poziom od 2007 roku, czyli od czasów kryzysu finansowego. Przy czym pozwoleń na budowę domów jednorodzinnych wydano 1,12 mln, czyli nieco więcej niż w sierpniu, kiedy było ich nieco ponad 1,11 mln. Aby dodatkowo złapać perspektywę, warto dodać, że na przykład w Polsce, w październiku br. urzędy w całym kraju wydały łącznie pozwolenia na budowę mniej niż 27 tysięcy mieszkań i domów.

Rynek napędzany strachem i kredytem

Wróćmy jednak za Ocean. Są dwie główne przyczyny tak silnego wzrostu na rynku domów. Pierwszym jest epidemia, która sprawiła, że kto może, stara się uciekać z wielkich miast. Przykładem może być Nowy Jork, gdzie przez 10 miesięcy tego roku prawie 300 tys. mieszkańców poinformowało amerykańską pocztę o zmianie adresu po wyprowadzce z miasta. Część z tych uciekinierów przeniosła się do drugich domów na przedmieścia, ale część zdecydowała się na wyprowadzkę na stałe. Było to tym łatwiejsze, że w czasie epidemii na wielką skalę wdrożono w USA pracę zdalną, więc kwestie dojazdu do biura stały się trzeciorzędne.

Nie tylko Nowy Jork ma taki kłopot. Na przykład w San Francisco w październiku ceny wynajmu kawalerki, mieszkania dwupokojowego i trzypokojowego spadły o – odpowiednio – 33,3 proc., 26,3 proc. i 23,4 proc. Podobne problemy mają inne duże miasta.

Ale do boomu potrzeba jeszcze jednej rzeczy – pieniędzy. A te obecnie są łatwo dostępne – po wiosennej obniżce stóp procentowych w USA oprocentowanie kredytów hipotecznych spadło w okolice 3 proc., a więc do poziomów najniższych w historii. Kto więc może, bierze kredyt i po prostu kupuje dom.

W październiku liczba wniosków o kredyt hipoteczny na nowy dom wzrosła o prawie 33 proc. w stosunku do października 2019 r. W czerwcu ten wzrost wynosił ponad 50 proc.

Oczywiście, przy tak silnym popycie ceny domów idą w górę. W październiku wartość średniego kredytu hipotecznego w USA wyniosła ponad 355 tys. dolarów, podczas gdy rok wcześniej była o 20 tys. dolarów niższa.

W Kanadzie boom też trwa

Podobnie jest w Kanadzie. Wprawdzie dane o liczbie sprzedanych domów w październiku pokazują niewielki, 0,7-proc. spadek w stosunku do września, ale w stosunku do października 2019 liczba transakcji jest o  ponad 32 proc. wyższa.

To pierwszy miesięczny spadek liczby sprzedanych domów od kwietnia. Łącznie we wszystkich miesiącach tego roku sprzedano prawie 462 tys. domów, co jest drugim w historii wynikiem po tym z 10 miesięcy roku 2016.

Rosną także ceny – w październiku średnie ceny domów wystawionych na sprzedaż były o 15 proc. wyższe niż rok wcześniej.

Artykuły, które mogą Cię zainteresować