Garść kłopotów na własnym gruncie

Plany mieszkaniowe Norberta popsuł utrudniony dostęp do sieci elektrycznej. Wojciechowi żyło się dobrze, dopóki w sąsiedztwie nie powstał dom weselny. Walka o swoje była długa i żmudna, ale co nie zabije, to wzmocni.


O czym przeczytasz?

Na prowincji wcale nie musi być sielsko.

„Gdybym miał pieniądze, wybudowałbym dom na wsi. Żyłbym wolniej, spokojniej, lepiej” – powie niejeden. Jak się jednak okazuje, fundusze to nie wszystko. Historie właścicieli nieruchomości, położonych poza miastem dowodzą, że na własnym gruncie wcale nie musi być kolorowo. Zwłaszcza wtedy, gdy się nie jest ostrożnym albo po prostu… nie ma się szczęścia.

Jedno przyłącze zniweczyło plany

43-letni Norbert przez dwa miesiące intensywnie szukał działki, na której mógłby postawić niewielki domek. Plan był taki, że wraz z żoną i dziećmi będzie w nim spędzał wakacje i ferie. W tym czasie, jego mieszkanie w Gdańsku miało być wynajmowane krótkoterminowo, na jednym z popularnych portali.

- Pospieszyliśmy się z tą inwestycją. Na rynku brakowało ekip budowlanych, a my akurat trafiliśmy na taką, która do końca roku byłaby w stanie wybudować nam dom i to za bardzo rozsądną cenę. Dlatego, gdy pojawiła się ciekawa oferta, nie zastanawialiśmy się długo – opowiada Norbert.

Działka znajduje się w niewielkiej wiosce w województwie warmińsko-mazurskim, 40 km od Olsztyna. Spokojna okolica, mnóstwo zieleni.

Niestety, niedługo po zakupie nieruchomości zaczęły się schody. Pojawił się problem z podłączeniem jej do sieci energetycznej. Okazało się, że potrzebne jest długie przyłącze, które trzeba poprowadzić przez działki dwóch sąsiadów, na co obaj muszą wyrazić zgodę.  

- Z pozyskaniem pierwszego pozwolenia nie było problemu, jednak o drugie prosiliśmy się prawie osiem miesięcy. Właściciel tylko bywał w tym miejscu i to głównie w wakacje. Gdy udało nam się ustalić, gdzie mieszka na stałe, okazało się, że aktualnie przebywa za granicą. Dotarcie do niego zajęło nam kilka miesięcy. Prawie tyle samo czekaliśmy na jego zgodę. Dopiero gdy udało się ją otrzymać, zakład energetyczny wydał nam pismo, w którym potwierdził, że działkę da się zaopatrzyć w energię. To z kolei umożliwiło nam ubieganie się o pozwolenie na budowę, które otrzymaliśmy po trzech miesiącach – opowiada Norbert.

Czas uciekał, a problemy się piętrzyły. Gdy wreszcie można było ruszać z inwestycją, okazało się, że umówiona ekipa zdążyła już podjąć nowe zobowiązanie.

- Minęło dużo czasu, więc nic dziwnego, że nie czekali na nas. Ostatecznie przez ponad pół roku szukaliśmy nowych budowlańców. Wreszcie zdecydowaliśmy się na ofertę prawie dwukrotnie droższą od pierwotnej. Praca bardzo się dłużyła, były obsuwy – opowiada Norbert.

Ostatecznie budowa domu zakończyła się prawie cztery lata od zakupu działki.

- Mieliśmy fundusze na starcie i mogliśmy to zrobić znacznie szybciej. Nasze plany zaburzyło przyłącze, czego w zasadzie się nie spodziewaliśmy. Już prędzej szykowalibyśmy się na problemy z podmoknięciami, bo w sąsiedztwie mamy wodę. Powinniśmy byli już na etapie oglądania sprawdzić dostępność sieci energetycznej, ale mądry Polak po szkodzie. Jeśli jeszcze kiedyś przyjdzie nam szukać działki, jej sprawdzanie zaczniemy właśnie od przyłącza – dodaje Norbert.

Mroczna strona pobliskiej inwestycji

54-letni Wojciech mieszka w małym mieście pod Białymstokiem od urodzenia. 140- metrowy dom najpierw dzielił z rodzicami i rodzeństwem, później  zamieszkali tu także jego żona i syn.

Spokojna okolica, przyjaźni sąsiedzi. Tak przynajmniej było jeszcze do niedawna. W 2018 r., położone w sąsiedztwie stare, nieużytkowane od 11 lat budynki poprzemysłowe, zakupił prywatny inwestor.

- Początkowo mówiło się, że ma tu powstać duży warsztat samochodowy z wulkanizacją i  myjnią, ale okazało, że to plotka. Wszystko stało się jasne, gdy przed budynkiem pojawiła się tablica z napisem: dom weselny – opowiada Wojciech.

Zaraz potem ruszyła gruntowna przebudowa starej nieruchomości, w której wydzielono dwie sale – mniejszą i większą, kuchnię, trzy łazienki i duży hol. Pierwsze wesele – na ponad 150 osób - odbyło się cztery miesiące później.

- Dotychczas mieszkaliśmy w bardzo spokojnym miejscu. Od czasu otwarcia domu weselnego, praktycznie w każdy weekend odbywały się imprezy – w soboty - wesela, a w niedziele – poprawiny. W piątki młodzież dodatkowo organizowała tu osiemnastki i wieczory panieńskie. Zabawa kończyła się nad ranem, a do tego czasu nie dało się zmrużyć oka. Poza głośną muzyką, problemem byli także sami uczestnicy imprez, którzy – wielokrotnie pod wpływem alkoholu – awanturowali się, zdarzały się bijatyki, przerzucanie przez ogrodzenie butelek, kieliszków i śmieci – opowiada Wojciech, który wraz z kilkoma mieszkańcami pobliskich domów, interweniował u właściciela. Ten jednak stwierdził, że nie ma wpływu na zachowanie gości, z kolei miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego umożliwia domowi weselnemu działanie na tym terenie.

Rozmowy z właścicielem były bezskuteczne. Nie poczuł się do odpowiedzialności nawet wtedy, gdy uczestnicy jednej z imprez podpalili ogródek jednego z sąsiadów. Udręka trwała prawie dwa lata. W końcu Wojciech wraz z dwoma sąsiadami, postanowili coś z tym zrobić. Udali się do prawnika i zdecydowali się zawalczyć o spokój.

- Nie zdążyliśmy jednak tego zrobić. Paradoksalnie, pomógł nam marcowy wybuch pandemii koronawirusa. Właściciel zawiesił działalność w połowie marca i dotychczas jej nie wznowił. Niektórzy mówią, że - ze względu na problemy finansowe inwestora – dom weselny zamknął się na dobre. Od prawnika dowiedzieliśmy się jednak, że mogliśmy reagować znacznie wcześniej. Takich przypadków jak nasz było więcej i – choć walka bywała długa i zacięta - pokrzywdzonym udawało się wygrać spokój – mówi Wojciech.

Szykując się do walki z tzw. imprezowniami, które uniemożliwiają normalne funkcjonowanie, warto zapoznać się z art. 114 Kodeksu Cywilnego, który brzmi następująco: „Właściciel nieruchomości powinien przy wykonywaniu swego prawa powstrzymywać się od działań, które by zakłócały korzystanie z nieruchomości sąsiednich ponad przeciętną miarę, wynikającą ze społeczno-gospodarczego przeznaczenia nieruchomości i stosunków miejscowych”.

 

 

Artykuły, które mogą Cię zainteresować