Polacy mają coraz większe zaległości w płaceniu domowych rachunków.

Zadłużenie przekroczyło 1,5 mld zł, z czego większość dotyczy płatności za telefon, telewizję i internet.


O czym przeczytasz?

Domowe rachunki ciążą bardziej

W lutym 2020 r. czyli niedługo przez wybuchem pandemii koronawirusa, ponad 410 tys. Polaków zalegało z płatnościami za domowe rachunki. Choć od tamtego czasu liczba ta zmniejszyła się o 1 tys., to aż o 100 mln zł wzrosła łączna wartość zadłużenia, która wynosi obecnie 1,56 mld zł. 

Z danych KRD wynika, że dwie trzecie tej kwoty stanowią zaległości w opłatach za telefon, telewizję i internet. Jeszcze w lutym 2020 r. były one warte 967 mln zł, a obecnie jest to 1,05 mld zł. 

- W windykacji także obserwujemy wzrost zadłużenia wobec telefonii komórkowych. W tej chwili trafiają do nas sprawy głównie z tytułu not obciążeniowych i kar umownych, wynikających z posiadania w abonamencie sprzętu jak telefony, laptopy czy konsole. Aby obniżyć koszty życia, klienci wypowiadają umowy abonamentowe za telefon. Zapominają jednak, że mają w nich zapisy dotyczące not obciążeniowych za otrzymany w ramach umowy sprzęt, za który trzeba zapłacić. Stąd też te długi. Trudno w tej chwili przewidzieć czy ten trend się utrzyma w najbliższych miesiącach – mówi Jakub Kostecki, prezes Kaczmarski Inkasso. 

Domowe rachunki ciążą coraz bardziej 

Warto zauważyć, że Polacy coraz bardziej zalegają też z czynszem i opłatami za media (prąd, woda, gaz, śmieci). Od lutego 2020 r. łączna wartość zadłużenia z tego tytułu wzrosła o ponad 17 mln zł i obecnie przekracza 505 mln zł.  

- Mamy świadomość, że te dane nie do końca oddają rzeczywistość. W pierwszym okresie pandemii, od marca do czerwca, wierzyciele podchodzili bardziej liberalnie do swoich dłużników. Ale wraz z odmrażaniem gospodarki ich postawa zaczęła się zmieniać, zwłaszcza że nie potwierdziło się wiele pesymistycznych prognoz, choćby o masowym wzroście bezrobocia. Podejrzewam, że w najbliższych miesiącach możemy się spodziewać kolejnego przyrostu długu – mówi Adam Łącki, prezes KRD. 

Mężczyźni częściej mają długi  

Co ciekawe, w rejestrze tej firmy jest ponad 177 tys. kobiet i 232 tys. mężczyzn, którzy nie płacą za domowe rachunki. Kwota zadłużenia panów wynosi prawie 845 mln zł, a pań - 711 mln zł.   Rekordziści nieregulujący na czas opłat za media to para z powiatu pruszkowskiego w województwie mazowieckim. Kobieta w przedziale wiekowym 56-65 lat i mężczyzna po 65. roku życia muszą spłacić dług w wysokości miliona złotych każdy. 

Opłat za media i czynsz, częściej nie regulują mieszkańcy miast. Ich zaległości wynoszą 86 proc. łącznej wartości tego zadłużenia. 

Na Lubelszczyźnie najtrudniej wyjść na prostą  

Jeśli chodzi o całkowite zadłużenie Polaków, nie tylko z tytułu domowych rachunków, to – według KRD - wynosi ono obecnie 47,8 mld zł. Średnio na jednego dłużnika przypada 19 126 zł zobowiązań, tymczasem przeciętne wynagrodzenie w naszym kraju wynosi 5 286 zł. 

Najwięcej do oddania ma przeciętny mieszkaniec Mazowsza – 22 212 zł. Kolejni na liście są Małopolanie (20 111 zł) i mieszkańcy województwa lubelskiego (19 930 zł). 

Jednak zestawiając te dane z ze średnimi zarobkami w poszczególnych regionach, można zauważyć, że to nie mieszkańcom województwa mazowieckiego będzie najtrudniej wyjść na prostą. Według danych GUS za II kwartał 2020 r. na Mazowszu zarabia się najwięcej w Polsce - średnio 6 236 zł brutto. Nieco mniej dostaną pracujący na Dolnym Śląsku, w Małopolsce i na Pomorzu, którzy mogą liczyć na odpowiednio: 5 869 zł, 5 330 zł i 5 310 zł średniej pensji. Na drugim biegunie są osoby zatrudnione w województwach: warmińsko-mazurskim (4 145 zł), podkarpackim (4 203 zł) i świętokrzyskim (4 301 zł). 

Porównując dane, dotyczące zadłużenia z wynagrodzeniami, można wyliczyć, że najwięcej, bo prawie 4,6 średniej pensji musieliby na spłatę zobowiązań poświęcić mieszkańcy Lubelszczyzny. 4,5 wynagrodzenia potrzebują na ten cel dłużnicy z województwa warmińsko-mazurskiego, a 4,3 - mieszkańcy województwa świętokrzyskiego. 
- Statystyczny Polak potrzebuje na spłatę średniego długu trzy, cztery miesiące. W praktyce nie można zapomnieć o tym, że nikt nie jest w stanie całej swojej pensji przeznaczyć na pokrycie zadłużenia. Każdy z nas ma przecież na co dzień mnóstwo bieżących wydatków. Dlatego całkowita spłata zaległości trwa zwykle kilka lat. Dodatkowo trzeba brać pod uwagę fakt, że mówimy tu o średnim zadłużeniu, podczas gdy te kwoty bywają zwykle znacznie wyższe. Na przykład, rekordzista notowany w KRD ma do spłacenia ponad 48 mln zł – mówi Adam Łącki. 

 

 

 

Artykuły, które mogą Cię zainteresować