Do 2030 roku z miast mają zniknąć piece opalane węglem

Idzie rewolucja. Ministerstwo Klimatu chce, aby do końca 2030 roku z terenów miast zniknęły piece opalane węglem. Wieś będzie miała czas na odejście do węgla do 2040 roku


O czym przeczytasz?

Biomasę będzie można nadal spalaćBudujesz albo posiadasz dom na terenie miasta? Zastanów się nad tym, jakie ogrzewanie zamontować. Może się okazać, że jeśli zdecydujesz się na kocioł węglowy, wkrótce będziesz musiał go wymienić.

Minister idzie dalej niż samorządy

Wiele samorządów w Polsce ma programy poprawy jakości powietrza, które m.in. zabraniają instalacji kotłów węglowych złej jakości. Na przykład na terenie Krakowa można teraz instalować wyłącznie piece centralnego ogrzewania, które mają klasę V lub wyższe. Są one tak skonstruowane, żeby do minimum ograniczyć emisję spalin i zawartych w nich pyłów, które rozproszone w powietrzu tworzą smog.

Ale Ministerstwo Klimatu chce zrobić kolejny krok. W resorcie zostały zakończone prace nad kolejną wersją Polityki Energetycznej Polski do 2040 r. W dokumencie, który do tej pory zawierał głównie zapisy ważne dla energetyki i ciepłownictwa, pojawiły się zapisy, które dotyczą właścicieli domów.

Ostatnia dekada węgla w miastach

W PEP znalazła się informacja, że resort chce, aby do 2030 roku właściciele domów w miastach przestali ogrzewać się węglem. Jeśli program zostanie przyjęty przez rząd i przekuty w regulacje prawne, wówczas nawet najnowszy piec węglowy za 10 lat może okazać się problemem i trzeba go będzie wymienić.

A co w zamian? Ministerstwo Klimatu wskazuje, że tam, gdzie istnieje odpowiednia infrastruktura, właściciele domów powinni korzystać z ciepła systemowego, czyli z ciepłowni lub elektrociepłowni. Poza tym możliwe będzie korzystanie z mniej emisyjnych źródeł ciepła, czyli z pieców gazowych, ogrzewania elektrycznego czy z pomp ciepła.

Wieś ma 10 lat więcej na zmiany

W przypadku domów na wsi, gdzie nie ma sieci ciepłowniczych i często nawet nie dociera gaz, okres pożegnania z ogrzewaniem węglem został wydłużony – wg planów resortu klimatu – o 10 lat, czyli do 2040 r. Ale po tej dacie i ze wsi mają całkowicie zniknąć kotły centralnego ogrzewania, opalane węglem.

Ci, którzy uważają, że będzie jak zwykle i mimo obostrzeń i tak wszyscy pozostaną przy ogrzewaniu węglowym, mogą się mocno pomylić. W Polityce Energetycznej Polski do 2040 r. resort klimatu zapowiada zwiększenie monitoringu domów jednorodzinnych. Ma to się wiązać z zaostrzeniem kar. Wprawdzie nie ma jeszcze szczegółów na temat planów resortu klimatu, ale może się okazać, że po 2030 r. w miastach i po 2040 r. na wsi ogrzewanie się węglem może kosztować naprawdę słono.

Budujący domy mają nad czym myśleć

Osoby, które właśnie budują dom lub do tej budowy się przygotowują i planowali instalację kotła węglowego, będą teraz musieli sprawę przemyśleć na nowo. Być może konieczne okaże się takie rozplanowanie instalacji, aby było można za kilka lat wymienić kocioł węglowy na inne źródło ciepła. A być może po prostu warto skorzystać z różnego rodzaju dotacji i kredytów i od razu zainstalować taki kocioł centralnego ogrzewania czy też inne źródło ciepła, który nie zużywa węgla, dzięki czemu za parę lat będzie można mieć spokojną głowę.

Przy decyzji, dotyczącej źródła ciepła, warto wziąć pod uwagę nie tylko koszty samej instalacji i kotła, ale także paliwa, które ma ją zasilać. Wprawdzie w PEP 2040 nie ma nic o kotłach opalanych olejem, lecz zapewne ono także wkrótce znajdzie się na cenzurowanym. Gaz z kolei ma tę wadę, że trudno przewidzieć zmiany jego ceny, a bywały okresy, kiedy był on bardzo drogi.

Idealne byłoby użycie rozwiązania, które jest najtańsze w użytkowaniu, czyli pomp ciepła. Jednak ta technologia należy do najdroższych, koszt instalacji pompy ciepła zaczyna się od kilkudziesięciu tysięcy złotych, a nierzadko przekracza 100 tys. zł.

Koszty ogrzewania

Pożegnanie z węglem będzie o tyle bolesne, że ogrzewanie przy użyciu tego paliwa (oraz podgrzewanie wody użytkowej) nadal należy do najtańszych. W nowym domu o powierzchni 135 m kw., gdzie mieszkają 4 osoby, koszty ogrzewania węglem to między 3 a 3,7 tys. zł rocznie w zależności od rodzaju instalacji. Nieco tańsze jest ogrzewanie drewnem – miedzy 2,8 a 3,5 tys. zł.

Najdroższe jest ogrzewanie się instalacją na prąd. Kosztuje to nawet 8 tys. zł rocznie. Nieco tańszy jest olej opałowy. Roczny koszt – miedzy 5,5 a 6 tys. zł. Nieco tańszy jest system grzewczy opalany LPG, bo w tym przypadku wydatki na ogrzewanie wynoszą ok. 5,1 tys. zł. Jeszcze lepiej wypada ogrzewanie gazem ziemny, bo koszt to między 3,1 a 4,1 tys. zł, w zależności od tego, jakiego rodzaju kotła używamy. Na tym tle najlepiej wypada pompa ciepła, gdzie koszty to miedzy 2 a 2,4 tys. zł.

Oczywiście, koszty przy różnych systemach można jeszcze zredukować, np. instalując solary. W rezultacie często okazuje się, że połączenie ogrzewania węglem czy gazem z solarami sprawia, że roczne koszty są zbliżone do tych, jakie ponoszą posiadacze pomp ciepła.

Może warto poczekać na wsparcie

Całkiem możliwe, że jeśli rząd zdecyduje się na wprowadzenie zakazu ogrzewania domów węglem do 2040 r., to jednocześnie zaproponuje wsparcie, związane z wymianą źródła ciepła. Już obecnie na wymianę kotła można dostać całkiem sporą sumkę, choć zwykle od samorządu, a z czasem ta pomoc może nawet wzrosnąć.

Być może więc warto jeszcze poczekać z przejściem na inne technologie grzewcze. Zwłaszcza, że z każdym rokiem już dostępne rozwiązania są unowocześniane, co zwiększa ich wydajność.

Artykuły, które mogą Cię zainteresować