PARTNEREM ARTYKUŁU JEST BANK

Instalacja fotowoltaiczna popracuje nawet przez 40-50 lat. Ale trzeba dobrze ją wykonać

Jak wyliczyć wielkość instalacji fotowoltaicznej dla domu? Jaki wpływ na produkcję prądu ma ustawienie dachu? Na co zwracać uwagę przy rozmowach z wykonawcami? O tym mówi Krzysztof Dziaduszyński, członek zarządu Esoleo


O czym przeczytasz?

Przybywa instalacji fotowoltaicznych

Jak właściciel domu jednorodzinnego może ocenić wielkość instalacji fotowoltaicznej, która konieczna jest, aby zaspokoić potrzeby jego i jego rodziny?

Krzysztof Dziaduszyński, członek zarządu Esoleo: Na początek załóżmy, że w domu nie ma pompy ciepła i klimatyzatora, a więc urządzeń, które potrzebują większej ilości prądu. I że w domu mieszka typowa, czteroosobowa rodzina – rodzice i dwoje dzieci. W takim typowym czteroosobowym gospodarstwie domowym roczne zużycie prądu to ok. 3,5-4 MWh – czyli 3,5-4 tysięcy kilowatogodzin -rocznie.

Do zaspokojenia potrzeb takiego gospodarstwa potrzeba instalacji fotowoltaicznej, która taką ilość energii wyprodukuje. Zakłada się, że w polskich warunkach klimatyczych instalacja ułożona od strony południowej, na dachu z nachyleniem między 20 a 40 stopni, jest w stanie wyprodukować rocznie około 1 tysiąca kilowatogodzin (kWh) energii z każdego 1 kW mocy. A więc w tym przykładzie konieczna jest instalacja o mocy 3,5-4 kW.

Trzeba jednak pamiętać, że nadwyżki prądu wyprodukowanego z instalacji konsumowane są w domu, a nadwyżki trafiają do sieci, a w nocy czy w zimie są z niej odbierane, ale odbiera się o 20 proc. mniej – czyli na każdą 1 kWh oddaną do sieci odbiera się 0,8 kWh. Obecnie jest tak, że wykonawcy zwykle powiększają oferowaną instalację o te 20 proc. Czyli moc takiej instalacji powinna wynosić 4,2-4,8 kW, aby jej właściciel mógł w całości pokryć własne potrzeby energetyczne i nie płacić za prąd nic poza opłatami stałymi.

Oczywiście, jeśli ktoś zużywa więcej energii niż przeciętnie, bo ma dodatkowe urządzenia, jak choćby pompa ciepła do ogrzewania domu, będzie potrzebował instalacji o większej mocy. Mogę podać mój przykład. W moim domu zainstalowana jest pompa ciepła i rekuperacja, dlatego mam większą instalację, o mocy 10 kW. Nie używamy gazu, dom podłączony jest wyłącznie pod wodociąg, kanalizację i prąd. I choć do wszystkiego używamy elektryczności, to mój roczny rachunek za prąd to 140 zł. To jest rachunek za prąd, za podgrzanie wody do celów bytowych i za ogrzanie domu o powierzchni 230 metrów kwadratowych.

Nim założyłem instalację fotowoltaiczną, mój roczny rachunek za prąd wynosił 6,5 tys. zł. Owszem, musiałem zainwestować. Na instalację wydałem 40 tys. zł. Wziąłem na to kredyt, rata po rozliczeniu ulgi termomodernizacyjnej wynosi 290 zł miesięcznie . Czyli rocznie wydaję prawie 3,6 tys. zł na spłatę kredytu plus owe 140 zł dla zakładu energetycznego. A więc i tak jestem blisko 3 tys. zł rocznie „do przodu”.

Powiedział Pan, że zakłada się, że instalacja ułożona od południa, na odpowiednio nachylonym dachu, jest w stanie w naszych warunkach wyprodukować 1 tysiąc kilowatogodzin energii z każdego 1 kW mocy. Ale jak na produkcję prądu wpływa np. ułożenie instalacji na dachu, który jest nachylony od wschodu i zachodu? Albo na płaskim dachu?

W polskich warunkach idealne ustawienie to dach nachylony na południe, o spadzie miedzy 20 a 40 stopni. Każda zmiana w usytuowaniu dachu czy też w nachyleniu oznacza mniejsze uzyski. Ale to się da bez problemu obliczyć. Od 8 lat zajmuję się prowadzeniem firm, które sprzedają i instalują „fotowoltaikę” Zrobiliśmy tysiące instalacji, takich, które są ułożone od wschodu, od zachodu, płasko, a chyba nawet także ułożonych pionowo na elewacji – i powiem, że panele zawsze produkują prąd.

Tyle że jeśli dach jest nachylony od wschodu i zachodu, wtedy produkcja jest o ok. 12-17 proc. niższa niż w przypadku nachylenia na południe. A wiec nie wyprodukujemy 1 tysiąca kilowatogodzin z każdego 1 kW mocy, tylko 850 kilowatogodzin. To oznacza konieczność dołożenia do instalacji jednego czy dwóch paneli, aby uzyskać podobną ilość energii jak przy idealnym ułożeniu na południe.

Czyli w naszym przykładzie do ok. 4,9-5,6 kW? A co z kwestią innego niż optymalne nachylenia dachu?

Jeśli panel jest ułożony poziomo na dachu, to wtedy produkcja wynosi ok. 90 proc. tego, co wytworzy instalacja w idealnym położeniu. Jeśli stoi pionowo, to ok. 70 proc. Jeśli nachylenie dachu wynosi 50-60 stopni, wówczas produkcja to 90 proc. tego, co w optymalnych warunkach.

Inwestycja w instalację fotowoltaiczną to inwestycja na jakieś 30 lat. W tym czasie wiele gospodarstw domowych może się powiększyć, bo pojawią się np. dzieci, a potem skurczyć, bo dzieci się wyprowadzą. Czy przy planowaniu instalacji warto brać pod uwagę obecne potrzeby, czy może jednak trzeba pomyśleć o zmianach zapotrzebowania na prąd w przyszłości? A może po prostu za jakiś czas trzeba będzie dokupić dodatkowe panele?

Zazwyczaj instalacje projektuje się pod bieżące potrzeby. Ale są osoby, które np. chcą większej mocy, bo zastanawiają się nad wykorzystaniem dodatkowej energii. Na przykład mam sąsiada, który założył sobie instalacje o mocy 7 kW, bo stwierdził, że nadwyżkę energii wykorzysta do podgrzewania wody. Okazało się jednak, że podgrzewanie wody pochłania więcej energii niż przewidywał, bo np. w lecie wykorzystuje wyłącznie termę elektryczną.

Trzeba tez pamiętać, że instalacja z wiekiem nieco traci moc. Po 10 latach uzyskujemy ok. 90-92 proc. mocy pierwotnej, po 20-25 – już nieco powyżej 80 proc. Czyli z instalacji o mocy 5 kW po 10 latach będziemy mieli 4,5 tysiaca kilowatogodzin, a po 20-25 latach – ok. 4 tysięcy kilowatogodzin.

To trzeba wziąć pod uwagę. Więc jeśli np. ktoś planuje powiększenie rodziny, może rozważyć założenie większej instalacji. Część instalacji można także powiększać. Tutaj kluczowy jest inwerter, czyli falownik. Zwykle jest tak, że inwertery są obliczone na nieco większą moc niż ta, którą podaje producent. W przypadku optymalnego ustawienia daje to możliwość powiększenia instalacji o ok. 20 proc., a jeśli dach nachylony jest na wschód i zachód – to nawet o 40 proc. Jeśli ktoś chce rozbudować instalację w większym zakresie, musi liczyć się z wymianą inwertera.

Czy są różnice w dostępnych na rynku panelach?

Generalnie są dwa rodzaje paneli – monokrystaliczne i polikrystaliczne. Kilka lat temu na rynku dominowały panele polikrystaliczne, które były tańsze w produkcji. Ale panele monokrystaliczne dają większą moc, a obecne ich ceny zrównały się z tymi pierwszymi, więc teraz na rynku dominują urządzenia monokrystaliczne. Jeśli więc ktoś oferuje instalacje paneli polikrystalicznych, to zapewne dlatego, że kiedyś zrobił duży ich zapas i teraz próbuje się ich pozbyć.

Cały system prosumencki oparty jest na oddawaniu produkowanej w instalacji fotowoltaicznej energii do sieci i na odbieraniu jej później, z tą stratą rzędu 20 proc., o której mówiliśmy. Czy opłaca się zainwestować w baterię czy akumulator, dzięki czemu do sieci oddawalibyśmy wyłącznie nadwyżkę energii?

Polskie warunki klimatyczne sprawiają, że są okresy – zwłaszcza w zimie, ale także późną jesienią i wczesną wiosną – kiedy produkcja energii sięga zaledwie kilku kilowatogodzin. To oznacza, że nie da się czasem wytworzyć tyle energii, ile potrzebuje średnio dom na dzień – czyli ok. 10 kWh. Owszem, są dni, gdy jest to możliwe, ale są i takie, kiedy udaje się wytworzyć tylko 0,5 kWh. A wtedy po prostu nie ma czym naładować akumulatora.

Ale, oczywiście, baterię można rozważyć w takiej sytuacji, w której mamy problem z częstymi awariami. Ja na przykład ostatnio zostałem trzykrotnie doświadczony przerwami w dostawach prądu. I nie chodziło o przerwę na godzinę czy dwie, raz byliśmy bez energii z sieci przez dwie doby. 

Obecnie jest mnóstwo firm, które oferują sprzedaż i montaż instalacji fotowoltaicznej. Na co trzeba zwracać uwagę podczas rozmów z ich przedstawicielami? Jakich błędów przy montażu powinniśmy się starać uniknąć?

Przede wszystkim trzeba zwracać uwagę na bezpieczeństwo konstrukcji dachu. Jeśli instalujemy panele na dachach skośnych, to ze względu na rozkład sił w konstrukcji ryzyko jest stosunkowo niewielkie. Jeśli więc ktoś nie ma stuletniego dachu, z przegniłymi krokwiami, to nie powinno być problemu z instalacją.

Choć zdarzają się takie sytuacje, że klient chce założyć instalację, ale przyznaje, że na krokwiach nieco zaoszczędził, aby móc kupić modną, ceramiczną dachówkę, której łączna masa to kilka ton. Wtedy odstępujemy od montażu.

Co innego jednak, gdy chodzi o dom z dachem płaskim. W tym przypadku konieczna jest opinia projektanta, który musi ocenić, czy dodatkowa 0,5-1 tona obciążenia nie wpłynie na bezpieczeństwo konstrukcji.

Podam taki przykład – kiedyś dostaliśmy propozycję zrobienia dużej instalacji, o łącznej mocy 100 kW, na płaskim dachu jednej z firm. Byliśmy jedną z ośmiu firm, która przedstawiła taką ofertę. Pozostałych siedem w ogóle nie widziało żadnego problemu, aby taką instalację na tym dachu postawić. Tymczasem my skorzystaliśmy z naszego konstruktora-projektanta, który wyliczył nam, że na tym dachu nie da się nic postawić. Kompletnie nic, więc o instalacji o masie ponad 3 ton nie było mowy.

Dodam, że zdecydowaliśmy się z klientem, że postawimy panele na ziemi. Ale okazało się, że w gruncie była infrastruktura energetyczna i wodociągowa, o której klient nawet nie wiedział. Trzeba było użyć georadaru i zrobić mapę gruntu, żeby wybrać odpowiednie miejsce.

A więc pierwsza ważna rzecz to bezpieczeństwo konstrukcji dachu. Co jeszcze trzeba brać pod uwagę?

Kolejną rzeczą jest sposób poprowadzenia kabli. Wielu instalatorów robi to w ten sposób, że kable prowadzi przez przewody kominowe. Tego nie wolno robić, to jest złamanie prawa budowlanego.

Aby to było możliwe, konieczna jest opinia kominiarza, który ocenia, czy kabel można puścić przewodem kominowym i wyłącza taki szacht z użytkowania. 90 proc. instalatorów takich ustaleń nie czyni, a tymczasem nie wolno puszczać przewodów, zwłaszcza pod napięciem, przez kominy. Jeśli dojdzie do nieszczęścia, do pożaru, nawet niezwiązanego z fotowoltaiką – bo ta jest bezpieczna, jeśli wszystko zrobi się w odpowiedni sposób – firma ubezpieczeniowa może odmówić wypłaty odszkodowania. Tylko dlatego, że doszło do złamania prawa budowlanego.

Innym problemem jest to, że przy montażu instalacji fotowoltaicznej konieczne jest założenie odgromów, czyli przewodów, odprowadzających napięcie w razie uderzenia pioruna. Trzeba wyliczyć, jakie powinny być zabezpieczenia przed porażeniem, a większość firm tego nie robi. Poza tym mają one skłonność do oszczędzania na szpilkach – czyli na części uziemienia – jakie są elementem instalacji odgromowej. Zwykle uziemienie prowadzi się do ziemi, do szpil wbijanych w grunt. To, ile takich szpil potrzeba, zależy m.in. od rodzaju gruntu, czasem trzeba nawet 15-20 takich drutów wbić w ziemię. Ale wiele firm montujących fotowoltaikę oszczędza na tym aspekcie sztuki elektrycznej. Jest to możliwe, bo klienci nie wiedzą, jak to powinno być zrobione, żaden urząd też nie prowadzi odbiorów takich instalacji, więc nie wiadomo, czy wszystko jest dobrze zrobione.

No i jest jeszcze obowiązek – o czym wiele osób nie wie – dokonywania uzgodnień ze Strażą Pożarną przy instalacjach o mocy ponad 6,5 kW. To jest zapisane i w ustawie o odnawialnych źródłach energii, i w Prawie budowlanym, ale bardzo często nikt takich uzgodnień nie prowadzi. Inna rzecz, że Straż Pożarna nie opracowała jak na razie żadnych wytycznych.

To w takim razie może warto poczekać z instalacją fotowoltaiczną, aż część tych firm zniknie z rynku? No i zapewne epidemia sprawiła, że jest trudniej o panele, co pewnie przekłada się na ceny tych urządzeń?

Epidemia nie wpłynęła na dostawy paneli. Owszem, przez jakiś miesiąc w tym roku były pewne problemy, ale potem wszystko wróciło do normy. Choć obecny wzrost liczby zachorowań może przełożyć się np. na zmniejszenie liczby dostępnych ekip monterskich.

Jeśli idzie o firmy, które instalują panele, to przyznaję – sam mówię, że obecnie zajmują się tym wszyscy. Robią to warsztaty samochodowe, robią piekarze, właściwie robi każdy, kto miał nieco pieniędzy, zainwestował je w zakup paneli i chce na tym zarobić.

Przyznaję, problemem jest to, że wiele firm zachowuje się jak handlarze – wpadają do klienta, starają się natychmiast wymusić na nim umowę. Niektóre z tych umów zawierają zapisy niezgodne z prawem konnsumenckim, choćby uniemożliwiają odstąpienie od umowy w ciągu 14 dni.

Nie jest łatwo w tym wszystkim się rozeznać. W samej Warszawie jest ponad tysiąc firm, które zajmują się instalacjami fotowoltaicznymi. Niektóre z nich nie znają przepisów, niektóre, jak wspomniałem, łamią prawo budowlane. Nikt nad tym nie panuje, nie ma odbiorów instalacji.

A przecież chodzi o spore kwoty. Wydajemy 20 tys. zł, 30 tys. zł, czasem więcej, na coś, co powinno funkcjonować przez 30 lat. Właściwie, jeśli instalacja jest dobrze zrobiona, to może działać i przez 40, i przez 50 lat. Sam falownik ma gwarancję na 10 lat, a jeśli się wykupi jej przedłużenie, to na 20 lat

No i jest jeszcze jedna sprawa – otóż czasem coś się może zepsuć. W takiej sytuacji klient chciałby mieć możliwość wykonania telefonu do wykonawcy i na przykład skorzystania z gwarancji w celu naprawy instalacji. Tymczasem wielu z tych firm może za kilka lat już nie być, a wiele z nich zmieni profil czy nazwę, aby właśnie nie wykonywać napraw gwarancyjnych.

Jednak jasne jest, że fotowoltaika się opłaca. I po prostu warto w nią zainwestować, nawet z użyciem kredytu. Zwłaszcza, że – o czym warto pamiętać – prąd drożeje. Za kilka lat oszczędności mogą się okazać jeszcze większe niż obecnie.

Dziękuję za rozmowę.

 

Instalację fotowoltaiczną łatwo można sfinansować kredytem

Komentarz Adama Hirnego, Dyrektora Biura ds. Międzynarodowych Instytucji Finansowych i Programów Zrównoważonego Rozwoju Banku BNP Paribas

Już od kilku lat z dużą radością obserwujemy dynamiczny rozwój rynku prosumenckich instalacji OZE, w tym w szczególności mikroinstalacji fotowoltaicznych. Bardzo dynamicznie rośnie popyt na tego typu instalacje wśród osób indywidualnych oraz przedsiębiorstw, a w ślad za nim liczba podmiotów oferujących montaż tego typu urządzeń. Jako bank zmieniającego się świata aktywnie włączyliśmy się w ten korzystny trend i obecnie oferujemy bardzo atrakcyjne mechanizmy finansowania takich przedsięwzięć. Osoby indywidualne mogą sfinansować tego typu wydatki kredytem ratalnym, który dzięki wdrożonemu ostatnio we współpracy z Europejskim Bankiem Inwestycyjnym instrumentowi ograniczającemu ryzyko kredytowe (PF4EE), jest teraz dostępny na bardzo korzystnych warunkach. Osoby indywidualne mają obecnie możliwość sfinansować instalację fotowoltaiczną kredytem udzielanym nawet na 12 lat, co ma ogromne znaczenie, ponieważ tak długi okres finansowania pozwala istotnie ograniczyć miesięczną ratę, a tym samym łatwiej jest finansować koszty kredytu z oszczędności energii bądź osiągać większe nadwyżki finansowe. Na uwagę zasługuje też wsparcie jakiego bank udziela przedsiębiorcom. Mogą oni skorzystać z Programu „Eko Firma z Zyskiem” w ramach którego, dzięki dofinansowaniu z inicjatywy ELENA, możliwe jest otrzymanie na preferencyjnych warunkach audytu lub ekspertyzy energetycznej, dzięki którym firmom łatwiej będzie podjąć decyzje co do zakresu i skali inwestycji w obszarze efektywności energetycznej budynków, w tym również w zakresie odnawialnych źródeł energii. Mechanizmem finansowania inwestycji realizowanych przez przedsiębiorców jest zarówno leasing, jak również kredyt z gwarancją Biznes Max, która zawiera korzystny mechanizm refundacji odsetek od kredytu w pierwszych trzech latach finansowania.

 

Artykuły, które mogą Cię zainteresować