Właściciele domów na większych działkach mogą zapłacić nowy podatek od deszczu

Podatek od deszczu płacą obecnie głównie firmy. Ale rząd chce objąć nim także właścicieli domów jednorodzinnych. Dla wielu osób może być on bolesny


O czym przeczytasz?

Rząd szykuje podatek od deszczuRząd pracuje nad ustawą o inwestycjach w zakresie przeciwdziałania skutkom suszy. W projekcie zapisane są także zmiany w Prawie wodnym, których konsekwencją jest objęcie działek należących do osób prywatnych obowiązkiem zapłaty nowej daniny.

Prawo wodne obejmie domowe dachy i podwórka

Przede wszystkim tzw. podatek od deszczu jest tak naprawdę „opłatą od szczególnego korzystania z wody”. Taki rodzaj opłaty pobierany jest m.in. od podmiotów, korzystających z wody na potrzeby produkcji przemysłowej czy zajmujące się usuwaniem ścieków, ale jeśli rząd przyjmie zmiany, może on objąć sporą część działek budowalnych w Polsce. Dodatkowo wpłynie na proces budowy domu, bo dojdzie jeszcze jeden dokument, który trzeba będzie uzyskać przez uzyskaniem pozwolenia na budowę.

Zgodnie z projektem, opłatę od szczególnego korzystania z wody będą ponosić wszyscy ci, którzy posiadają działkę o powierzchni przekraczającej 600 m2, jeśli jej powierzchnia w więcej niż 50 proc. nie jest biologicznie czynna.

Jeśli ktoś ma dom parterowy z dużym tarasem i na dodatek położył kostkę na podjeździe, może bez problemu przekroczyć limit tych 50 proc. Wówczas może się liczyć już z podatkiem. Ma on wynieść 1,5 zł od każdego metra kwadratowego, pokrytego zabudowaniami lub kostką. Jeśli autor pytania ma działkę w 51 proc. pokrytych zabudowaniami i kostką, to będzie musiał zapłacić 526,5 zł na rok i 132 zł co kwartał.

Gmina wyliczy podatek

Jak uniknąć podatku? Nie jest to do końca jasne, bo nie wiadomo, na jakiej podstawie gmina będzie obliczać, jaka część działki nie jest biologicznie czynna. Czy podstawą będzie projekt budowlany z późniejszymi zmianami, czy będzie to robione w inny sposób.

Być może wystarczy pozbyć się części kostki z podjazdu ewentualnie zastąpić ją takimi rozwiązaniami, które mimo utwardzenia nawierzchni nie spowodują, że będzie ona nieprzepuszczalna. Jeśli jednak ktoś nie chce pozbywać się kostki, wówczas może spróbować obniżyć wysokość opłaty.

1,5 zł z metra kwadratowego albo mniej

Zgodnie z przepisami, stawka 1,5 zł na m kw. ma dotyczyć tylko tych działek, gdzie nie zastosowano żadnych rozwiązań, umożliwiających retencję wody deszczowej, a wiec nie ma tam oczek wodnych czy zbiorników na deszczówkę. Jeśli jednak ktoś ma takie urządzenia, stawka spada.

Są dwa progi, od której będzie naliczany podatek. Jeśli ktoś ma urządzenia retencyjne o objętości do 10 proc. rocznego odpływu z powierzchni uszczelnionych (a więc pokrytych kostką czy zabudowaniami), zapłaci 0,9 zł z każdego pokrytego betonem czy kostka metra kwadratowego. W przypadku autora pytania byłoby to 316 zł rocznie i 79 zł kwartalnie.

Trzeba policzyć deszcz

Oczywiście, pojawia się pytanie, co to właściwie jest odpływ roczny i jak się go liczy? Niestety, nie ma definicji prawnej, ale generalnie chodzi o to, ile deszczu i śniegu spada w ciągu roku na m kw. powierzchni zabudowanej i z niej spływa – na przykład do kanalizacji odpływowej. Dodatkowo sprawę utrudnia fakt, że nie wiadomo, jaką wartość przyjąć. Czy ogólnopolską – czyli ok. 600 mm deszczu na 1 m kw., czy lokalną (w niektórych regionach jest to mniej, ale są i takie, gdzie opadów jest nawet dwukrotnie więcej). A to ma znaczenie.

Otóż przy 700-metrowej działce, odpływ roczny dla 351 m kw. zabudowanej powierzchni będzie wynosić przy średniej ogólnopolskiej nieco ponad 210 m szesc., z czego 10 proc. to 21 m szesc. Ale na Mazurach na przykład roczna średnia to 800 mm opadów na m kw. Wówczas odpływ roczny to już 280 m szesc., a 10 proc. to 28 m szesc. Na szczęście dla właścicieli posesji, którzy chcieliby zredukować opłatę do 0,9 zł z metra, projektowane przepisy mówią, że wystarczy pojemność DO 10 proc. A więc może to być 1 m szesc., czy nawet połowa tej objętości.

Oczko wodne daje obniżkę podatku

Można pomyśleć więc o naziemnym zbiorniku na deszczówkę. Ceny takich zbiorników zależą od tego, z czego są zrobione, jak wyglądają oraz od wielkości. Najmniejsze zbiorniki z plastiku, zbierające po kilkaset litrów, to wydatek kilkuset złotych, ale im bardziej ozdobne i im większe, tym droższe. Tyle że ich instalacja jest stosunkowo łatwa i tania – wystarczy je podłączyć np. przy pomocy zbieracza do rynny i już można korzystać z deszczówki.

Bardziej wymagające są zbiorniki podziemne. Zwykle są one większe, o pojemności liczonej w tysiącach litrów, co sprawia, że ich ceny zaczynają się od 2-3 tys. zł. No i wymagają wykopu do instalacji, a także pompy, aby móc z deszczówki korzystać w suche dni. Samo podłączenie za to nie jest zbyt skomplikowane, choć trzeba pamiętać o rozwiązaniu, które odprowadzi nadmiar wody w razie przepełnienia zbiornika.

Najprostszym rozwiązaniem jest oczko wodne. Najłatwiejsze do wykonania oczko to po prostu dołek w ziemi, przykryty folią lub innym materiałem nieprzepuszczającym wody i odpowiednio zabezpieczonym i obudowanym, aby wszystko wyglądało estetycznie.

Nie ma zgłoszenia, ale potrzebny będzie dowód

Instalacje retencyjne czy oczka wodne nie wymagają pozwolenia na budowę ani zgłoszenia, więc nie trzeba obawiać się problemów w urzędach. Z drugiej strony nie jest pewne, jak właściciel ma przekonać gminę, że posiada na przykład podziemny zbiornik na deszczówkę z rozprowadzoną instalacją, jeśli jest on dokładnie zasypany ziemią. Do instalacji retencyjnych należą także studzienki drenażowe, które zwykle przykryte są ziemią.

W projekcie ustawy nie wspomniano nic o tym, jak należy udowodnić posiadanie instalacji retencyjnej. Nie wiadomo, czy wystarczy deklaracja, czy trzeba będzie pokazać rachunki zakupu odpowiednich urządzeń i materiałów. To ostatnie rozwiązanie jest stosowane np. w programie Moja woda, który pozwala uzyskać dotację na budowę niewielkiej instalacji retencyjnej (w kwocie nie większej niż 80 proc. kosztów, ale nieprzekraczającej 5 tys. zł). Osoby, które chciałyby zainwestować w retencję na swojej działce, między innymi dla obniżenia podatku, powinny się zainteresować programem „Moja woda”.

Do większych obniżek potrzeba będzie dużych zbiorników

O ile obniżenie stawki opłaty za „szczególne korzystanie z wody” do pierwszego progu jest stosunkowo nietrudne, to już bardziej ambitni posiadacze działek będą mieli większy problem. Projektowane przepisy mówią bowiem, że za 1 m kw. powierzchni uszczelnionej można zapłacić 0,45 zł, jeśli pojemność urządzeń do retencjonowania wody wynosi od 10 do 30 proc. odpływu rocznego.

Przy stawce 0,45 zł od metra, opłata za działkę o powierzchni 700 m kw., z zabudowaniami i kostką na powierzchni większej niż 50 proc., wynosiłaby 158 zł rocznie i 39,5 zł kwartalnie. Ale takie obniżenie stawki opłaty nie będzie łatwe.

Przypomnijmy – przy opadach na poziomie ogólnopolskiej średniej odpływ z powierzchni 351 m kw. to 210 m szesc. 10 proc. to 21 m szesc. Aby pomieścić taką ilość wody, trzeba zbiornika o rozmiarach 2 m szerokości na 2 m głębokości na ok. 5,3 m długości. To prawie basen.

Basen na deszczówkę?

Pojawia się pytanie, czy rzeczywiście można zbudować basen przydomowy i dzięki temu zaoszczędzić na opłatach? Nie ma tutaj pewności, ale warto zwrócić uwagę, że w programie „Moja woda” warunkiem uzyskania dofinansowania jest inwestycja, która zatrzyma wodę deszczową i roztopową na posesji, gdzie powstała inwestycja dofinansowana z programu. Kolejny warunek – jej trwałość musi wynosić 3 lata. To oznacza, że basen zasilany deszczówką spełniałby takie wymagania.

Oczywiście, podobnie jak w przypadku pierwszej obniżki wysokości opłaty, można spróbować budowy nadziemnych lub podziemnych zbiorników na deszczówkę. Ale naziemne zbiorniki na deszczówkę o pojemności 21 m szesc. nie wyglądałyby zbyt estetycznie, no i powiększałyby obszar ziemi „uszczelnionej”. Z kolei do zmagazynowania takiej ilości wody pod ziemią potrzeba by dwóch dużych zbiorników, co oznaczałoby wydatek rzędu ok. 20 tys. zł na same pojemniki na deszczówkę. Jeśli idzie o oczko wodne, to przy takiej objętości musiałoby to być całkiem spore oko, co także wiąże się z dużymi wydatkami.

To nadal tylko projekt

Oczywiście, wprowadzenie opłaty, o której mowa, jest na razie na etapie projektu. Całkiem możliwe, że niektóre parametry zostaną zmienione, jak choćby stawki czy też wielkość zbiorników retencyjnych, uprawniających do uzyskania zniżek. Te opisane powyżej zostały przepisane z obecnie obowiązujących przepisów, które dotyczyły działek o powierzchni ponad 3,5 tys. m kw., których powierzchnia została zabetonowana w co najmniej 70 proc. Takie regulacje obejmowały praktycznie wyłącznie firmy i centra handlowe, bo trudno sobie wyobrazić tak dużą działkę należąca do prywatnego właściciela, zabetonowaną w tak dużym stopniu. No i przy powierzchni ponad 3,5 tys. metrów stosunkowo łatwo jest zbudować zbiornik retencyjny. Znacznie trudniej jest tego dokonać na działce o powierzchni niewiele ponad 600 m kw. To sprawia, że opłata stałaby się powszechna. Jak wynika z projektu, działki budowlane o powierzchni ponad 600 m kw. do 3,5 tys. m kw. to aż 65 proc. wszystkich zabudowanych działek w miastach.

Artykuły, które mogą Cię zainteresować