Na obligacjach skarbowych można zarobić znacznie więcej niż na lokatach w bankach

Jedną z alternatyw dla lokat bankowych, których odsetki można już liczyć w promilach, są obligacje skarbowe. Oprocentowanie nie jest oszałamiające, ale mimo wszystko znacznie wyższe niż to, co płacą banki.


O czym przeczytasz?

Obligacje dają wyższe odsetki niż banki

Po ostatniej serii obniżek stóp procentowych, za którą poszła drastyczna redukcja cen lokat bankowych, Polacy przestali korzystać z depozytów bankowych.

Na kontach bieżących na koniec czerwca leżało 707 mld zł.

Pozwól rządowi sobie płacić

Tymczasem jedną z alternatyw dla śladowo oprocentowanych lokat są obligacje skarbowe. Funkcjonują dwa rodzaje tych obligacji – jedna są przeznaczone dla inwestorów indywidualnych, a więc sprzedawane bankom, funduszom inwestycyjnym itd., a drugie są skierowane dla drobnych ciułaczy.

I choć nie ma przeciwskazań, aby inwestor indywidualny kupił obligacje korporacyjne, to jednak skupimy się na papierach detalicznych. Między innymi dlatego, że system ich obsługi jest znacznie łatwiejszy do przejścia dla osób, które z rynkiem finansowym nie mają do czynienia.

Inwestycja w papiery skarbowe ma jeszcze jedną zaletę. Generalnie bowiem zwykle to my płacimy państwu – w podatkach, opłatach, składkach itd. A tymczasem zakup obligacji skarbowych sprawia, że państwo musi płacić nam.

Dla każdego podatnika jest to miła odmiana.

Siedem rodzajów obligacji detalicznych

Resort finansów oferuje osobom indywidualnym 7 rodzajów papierów dłużnych – różnią się one zapadalnością, czyli okresem, na jaki lokujemy pieniądze (najkrócej na 3 miesiące, najdłużej na 12 lat), sposobem liczenia odsetek – w większości przypadków oprocentowanie zmienia się w czasie, ale są i takie obligacje, gdzie ono jest stałe, a także postępowaniem z odsetkami – zwykle są one wypłacane w określonych odstępach czasu, ale jest i taka obligacja, gdzie o odsetki powiększona zostaje wartość kapitału.

Trzeba także pamiętać, że od wypłaconych odsetek potrącany jest podatek. To nieco zmniejsza satysfakcję z faktu, że wreszcie dostajemy pieniądze od rządu, no i rzutuje na opłacalność całej inwestycji. Ale podatek od zysków kapitałowych jest powszechny – mało kto pamięta, że od każdej operacji finansowej, która przyniosła nam dochód, powinniśmy go zapłacić.

Dwa razy stałe oprocentowanie

Resort finansów oferuje dwie obligacje, które mają stałe oprocentowanie. Pierwsza to obligacja trzymiesięczna (o oznaczeniu OTS), która w skali roku daje 0,5 proc. Jak informuje MF, wypłacane odsetki przy każdych 100 zainwestowanych złotych wynoszą 13 groszy.

Druga obligacja o stałym oprocentowaniu to papier dwuletni (poznaczenie DOS). Każdy, kto go kupi, może liczyć na 1 proc. rocznie. Jednak te pieniądze nie są wypłacane ich posiadaczowi, tylko po pierwszym roku są doliczane do kapitału. Czyli o ile w pierwszym roku odsetki będą naliczane od kwoty 100 zł, to już w drugim – od 101 zł (bo do 100 zł kapitału doliczona zostanie zarobiona złotówka). Dlatego też z każdych zainwestowanych 100 zł posiadacz dostanie odsetki w wysokości 2,01 zł. I dopiero od tej kwoty będzie liczony 19-proc. podatek.

Uzależnienie od WIBORu

Pozostałe obligacje mają już zmienne oprocentowanie. Jego wysokość uzależniona jest od jakiegoś czynnika. Zwykle jest to inflacja, ale jest jeden wyjątek.

Obligacja trzyletnia (oznaczenie TOZ) ma wysokość odsetek powiązaną z rynkowymi stopami procentowymi. Dokładnie chodzi o WIBOR, czyli stopę procentową, po jakiej banki udzielają sobie wzajemnie pożyczek. W przypadku TOZ liczy się WIBOR 6-miesięczny – oprocentowanie obligacji w drugim i kolejnych półrocznych okresach odsetkowych będzie równe właśnie tej stawce. Obecnie WIBOR 6M wynosi 0,27 proc.

W drugim i kolejnych okresach (łącznie będzie ich 6), ale nie w pierwszym. Tę wartość już została ustalona przez Ministerstwo Finansów i wynosi 1,1 proc. To oznacza, że posiadacz obligacji TOZ musi się liczyć ze spadkiem wysokości odsetek – o ile po pierwszym półroczu na jego konto z każdych zainwestowanych 100 zł wpłynie 0,55 zł (minus podatek), to w następnym będzie już znacznie mniej.

Inflacja ma znaczenie

To, że w pierwszym okresie odsetkowym wysokość zysku jest ustalana przez Ministerstwo Finansów jeszcze przed rozpoczęciem sprzedaży obligacji, jest regułą.

Jednak inaczej niż w przypadku obligacji trzyletnich, zwykle odsetki są najniższe na początku, a z czasem rosną. Tak jest choćby przy obligacjach czteroletnich (oznaczenie COI), gdzie oprocentowanie uzależnione jest od inflacji. W pierwszym – rocznym – okresie odsetkowym jest to 1,3 proc., a w kolejnych będzie to inflacja powiększona o marzę 0,75 proc. Jeśli więc za rok inflacja wyniesie 1,5 proc., to odsetki wyniosą 2,25 proc. Ich wypłata następuje co roku.

Roczna kapitalizacja pomaga

Ministerstwo Finansów sprzedaje także obligacje 10-letnie. Ich oprocentowanie w I rocznym okresie odsetkowym wynosi 1,7 proc., a w kolejnych będzie równe inflacji powiększonej o marżę 1 proc. Jeśli więc inflacja na zakończenie tego okresu wyniesie 1,5 proc., to łączne odsetki będą wynosić 2,5 proc.

W obligacjach 10-letnich została zastosowana ta sama zasada co w obligacjach dwuletnich – odsetki nie są wypłacane, ale są kapitalizowane – czyli dopisywane do wartości obligacji. To działa tak, że po pierwszym okresie posiadacz obligacji powinien dostać 1,7 zł za każde zainwestowane 100 zł. Ale te pieniądze nie trafiają na konto, tylko dopisywane są do wartości obligacji. I w kolejnych roku odsetki liczone są od kwoty 101,7 zł. Jeśli więc za drugi okres posiadaczowi będzie się należeć 2,5 proc. odsetek, to jego kapitał zgromadzony na obligacji wyniesie 104,24 zł. I tak dalej, aż do wypłaty.

Tylko dla beneficjentów 500+

Roczna kapitalizacja odsetek obowiązuje także przy obligacjach 6- i 12-letnich. Oba te papiery są bardziej atrakcyjne niż obligacje dziesięcioletnie. Oprocentowanie 6-latek w pierwszym okresie odsetkowym to 1,5 proc., a w kolejnych będzie równe inflacji powiększonej o 1,25 proc.

Z kolei przy obligacjach 12-letnich oprocentowanie w pierwszym okresie wynosi 2 proc., a w kolejnych to inflacja plus 1,5 proc. W obu przypadkach odsetki są co roku dopisywane do wartości kapitału, co zwiększa dochód w całym okresie istnienia obligacji.

Ale te obligacje, inaczej niż pozostałe, nie są dostępne dla wszystkich. Mogą je kupować wyłącznie beneficjenci programu 500+

Czy to się opłaca?

Wszystko zależy od tego, czego oczekujemy po lokacie kapitału. Jeśli szukamy miejsca, gdzie można wpłacić pieniądze i uzyskać więcej niż w bankach – to bez wątpienia obligacje są atrakcyjne. Owszem, można teraz znaleźć w bankach lokaty na 2 proc., ale są skierowane wyłącznie do nowych klientów, uzyskanie takiego oprocentowania wymaga spełnienia dodatkowych warunków, no i owe 2 proc. naliczane jest wyłącznie przez 3 lub 6 miesięcy. Potem oprocentowanie mocno spada. Takiej redukcji w oprocentowaniu obligacji – poza jednym przypadkiem – nie ma.

Jeśli jednak chcemy tak ulokować pieniądze, aby nie straciły one na realnej wartości, to odpowiedź staje się trudniejsza. Wszystko bowiem zależy od tego, jakie będzie tempo spadku realnej wartości pieniądza, czyli inflacja.

Jak to liczyć?

Weźmy obligację 4-letnią, której oprocentowanie zależy od inflacji. W pierwszym okresie państwo płaci 1,3 proc., a potem odsetki są równe inflacji powiększonej o 0,75 proc. Przy czym warto zwrócić uwagę, że chodzi konkretnie o „stopę wzrostu cen towarów i usług konsumpcyjnych, przyjmowaną dla 12 miesięcy i ogłaszaną przez prezesa Głównego Urzędu Statystycznego w miesiącu poprzedzającym pierwszy miesiąc danego okresu odsetkowego”. To oznacza, że dla obligacji kupowanych na początku sierpnia 2020 r., kluczowa dla ustalenia wysokości odsetek na kolejny okres będzie inflacja z czerwca 2021.

Tego nie wiemy, ale możemy skorzystać z prognoz NBP, wg którego na koniec II kwartału 2021 roku inflacja wyniesie 1,8 proc., a II kwartału 2022 – 2,1 proc. Prognozy dla II kwartału 2023 roku nie ma, więc wzięliśmy ostatni wynik z 2022 r., czyli dla IV kwartału 2022 r. Wtedy inflacja roczna wynosi 2,2 proc.

0,64 proc. realnej straty

Gdyby prognozy NBP się potwierdziły, to w całym okresie 2020-2024 nasze 100 zł straciłoby na wartości o prawie 8,5 proc., czyli – dla uproszczenia licząc – stalibyśmy się biedniejsi o 8,46 zł. W tym czasie zaś z odsetek, już po odliczeniu podatku Belki, zyskalibyśmy 7,82 zł. Nasza strata to 64 grosze, a więc całkiem niewiele, jak na 100 zł inwestycji. Warto dodać, że dzieje się tak przy założeniu, że pozyskanych od ministerstwa finansów odsetek nie inwestujemy.

Łatwo zauważyć, że im większa inflacja zostanie ogłoszona w czerwcu 2021 roku, tym większe straty realne zanotujemy. I odwrotnie – im niższy będzie wskaźnik wzrostu cen, tym wynik inwestycji będzie lepszy. No i na dodatek można porównać wyniki zakupu obligacji z podobnymi wyliczeniami dla danych o lokatach bankowych.

Jak kupić obligacje?

Najłatwiej mają posiadacze kont w PKO BP. Oni mogą kupować obligacje bezpośrednio przez bankowość elektroniczną. Można także wybrać się do oddziału PKO BP i tam dokonać zakupu osobiście. Jeśli jednak ktoś nie chce chodzić do placówek bankowych, może dokonać zakupu poprzez stronę internetową obligacjeskarbowe.pl.

Jeśli ktoś w czasie posiadania obligacji będzie musiał je sprzedać przed czasem, może zażądać wcześniejszego wykupu. Takie żądanie kosztuje, a ten koszt zależy od rodzaju obligacji. Na przykład przy obligacji czteroletniej jest to opłata równa maksymalnie 70 gr (jeśli odsetki naliczone dla obligacji są niższe, to opłata jest równa odsetkom), a przy obligacji 10-letniej – maksymalnie 2 zł (jeśli odsetki są niższe, to opłata jest także równa odsetkom).

Artykuły, które mogą Cię zainteresować