Skutecznie odstraszyć kupującego. Część 2

W obiecanym ciągu dalszym cyklu, opowiem o kolejnych ciekawostkach, jak to – świadomie, czy nieświadomie, można stracić klientów i okazję, by korzystnie sprzedać nieruchomość


O czym przeczytasz?

Bałagan

Dworek w Podkowie LeśnejPojechałam do Podkowy Leśnej, aby przyjąć dom do sprzedaży. Pierwsze wrażenie „z zewnątrz” robiła ładna, stosunkowo duża działka z sosnowym starodrzewiem. Na działce stał piękny dworek. Już na pierwszy rzut oka widać było, że budowa - rozpoczęta z ogromnym rozmachem - utknęła na pewnym etapie i tak już zostało. Dom był pokaźnych rozmiarów, ok. 500m2, wybudowany z myślą o zamieszkaniu i prowadzeniu w nim własnej działalności. Rodzina liczna, pierwotnie rodzice i piątka dzieci, tak więc pokoi było odpowiednio dużo. Moja wizyta była wcześniej zapowiedziana. Zazwyczaj, na taką okoliczność właściciele sprzątają nieruchomość, aby wywarła ona jak najlepsze wrażenie na oglądającym. W pierwszej kolejności na pośredniku, który ma stwierdzić, czy oczekiwania cenowe właścicieli są prawidłowe.

Był to zdecydowanie najbrudniejszy dom, jaki widziałam w mojej 32-letniej karierze zawodowej. Wszystko leżało absolutnie wszędzie. Ubrania, szmaty, buty, śmieci, puszki po napojach walały się we wszystkich pomieszczeniach, w tym również i w pokojach. W kuchni już z daleka widać było piętrzącą się stertę brudnych talerzy sprzed kilku lub kilkunastu dni.  Z jednej z szaf, bodajże w sypialni małżeńskiej, wysypywały się dokumenty (jakieś segregatory) i wyglądało, jakby dopiero co z niej wypadły przypominając wyglądem akordeon. Zresztą właścicielka zdziwiona była szczerze tym faktem. W sypialniach dziecięcych nie dało się praktycznie nigdzie postawić nogi. Co krok leżała kupka ubrań – tak jakby zdjętych wieczorem w kolejności zdejmowania, a więc z bielizną na szczycie. Co dziwne, w domu tym mieszkały same panie (matka i nastoletnie córki), a więc moje zdumienie aż takim bałaganem było tym większe. Trudno było wybrać w miarę czyste krzesło, aby usiąść i chwilę porozmawiać. W każdym razie w tym dniu nie było możliwe, aby wykonać choćby jedno zdjęcie. Żadne pomieszczenie się do tego, po prostu nie nadawało. Poprosiłam właścicielki, aby przygotowały dom do sesji zdjęciowej. Zapytałam, ile czasu zajmie im posprzątanie i pochowanie wszystkiego. Ustaliliśmy, że pięć dni wystarczy. Po pięciu dniach pojawiamy się z fotografem i… ręce nam opadły. Nawet zdziwienie właścicielki segregatorami wysypującymi się z szafy na kształt harmonii było takie samo.  Promowaliśmy więc głównie zdjęcia domu z zewnątrz.

Z tej nieruchomości klienci autentycznie uciekali. Dom nigdy nie był przygotowany do prezentacji i wrażenie jakie pozostawiał było za każdym razem niekorzystne. Nie do końca wykończony, niedogrzany, zamieszkany, brudny dom, gdzie wprost na szlichcie leży dywan obok kawał tektury, a tuż obok sterta śmieci. To jest masa bardzo negatywnych komunikatów. Byłoby kompletnie inaczej, gdyby w tym samym, niewykończonym wnętrzu było, po prostu czysto i schludnie.

Po kilku miesiącach sprzedaży z ceną ofertową, odpowiadającą wartości rynkowej podobnych nieruchomości w okolicy, właściciele byli już mocno zdesperowani i zniecierpliwieni oczekiwaniem na upragnioną transakcję.  Finalnie, do sprzedaży doszło przy cenie  poniżej możliwości rynkowych i tylko dlatego, że zmęczeni właściciele nerwowo i natychmiast „przystali” na pierwszą złożoną ofertę. Od jedynej osoby, która z tej nieruchomości nie „uciekła”.

Palenie szkodzi nie tylko zdrowiu

Papierosy w mieszkaniuSkontaktował się ze mną bardzo miły pan i poinformował, że zamierza sprzedać mieszkanie, w którym mieszka jego ojciec, a zadanie to postanowił powierzyć mojej agencji. Umówiłam się na oględziny mieszkania. Była to malutka, 19-metrowa kawalerka na warszawskich Bielanach. Budynek z lat 70-tych i czasu największych oszczędności w budowlance, które charakteryzowały się budowaniem wind, zatrzymujących się na półpiętrach. Windy nie zjeżdżały na parter, ani nie dojeżdżały na ostatnie piętro, bo oszczędzano na materiałach budowlanych. Każdy mieszkaniec sprawiedliwie musiał albo wejść pół piętra do góry, albo zejść pół piętra niżej. Nie były to czasy przyjazne ani matkom z małymi dziećmi ani osobom starszym czy niepełnosprawnym. A jednak każdy posiadacz mieszkania był szczęśliwy, jeśli je miał.

I tak oto jadę obejrzeć mieszkanie, aby ustalić warunki transakcji z właścicielem. Ponieważ po latach niełaski wielkiej płyty nastały czasy flipperów i inwestycji pod wynajem, bardzo cieszy mnie fakt przyjęcia oferty poszukiwanej przez kupujących. Idę przez długi korytarz, zamknięty dodatkowo wielką, żelazną kratą. Dzięki temu przed drzwiami mieszkań stoją bezpiecznie rowery, wózki i inne rzeczy, które w mieszkaniach się nie mieszczą. Jeszcze przed wejściem do „mojego” mieszkania czuję niesamowity smród papierosów, zupełnie jakbym stała w ogromnej popielniczce. Drzwi otwiera mi starszy pan i dopiero wewnątrz czuć, że absolutnie wszystko: meble, firanki, książki i całe mieszkanie przesiąknięte jest papierosami, a ściany, framugi drzwi i okien kompletnie żółte od dymu. Starszy pan, nałogowy palacz, chory na przewlekłą obturacyjną chorobę płuc musi sprzedać to mieszkanie, ponieważ lekarz zalecił świeże powietrze i przeprowadzkę z miasta na wieś. O chorobie płuc świadczy też butla z tlenem stojąca przy łóżku. Jednak popielniczka wciąż jest pełna …

Po wyjściu z mieszkania, czułam że zarówno moje ubranie, jak i włosy – dosłownie wszystko przesiąknięte jest  papierosami.

Niestety, był to też problem dla wielu zainteresowanych, których w sumie przez 3 tygodnie przewinęła się masa. W  sumie ponad 40 osób. I o ile lokalizacja, metraż, cena mieszkania były doskonałe, niestety wszechobecny smród papierosów stwarzał obawę, co do tego, czy po tylu latach nasiąkania ścian, tynków, podłogi - dymem – da się to skutecznie usunąć.

Mieszkanie znalazło nabywcę, jednak po cenie uwzględniającej obniżkę na koszty ozonowania, następnie skucia tynków, zerwania klepki, glazury, wymiany okien i wszystkiego, co w mieszkaniu mogłoby wciąż uwalniać nagromadzony przez pięćdziesiąt lat dym.

Starszy pan znalazł mieszkanie na wsi. Trzymam kciuki za walkę z nałogiem!

Artykuły, które mogą Cię zainteresować